Kampania - Mordheim: Ekspedycja
Cytat z Roedor data 2026-07-12, 00:08
Odcinek I – Miasto, które nigdy nie umarło
Nie ma w Starym Świecie miejsca, którego nazwa budziłaby większy niepokój niż Mordheim.
Minęły lata od nocy, gdy ognisty ogon komety rozdarł niebo, a zielony kamień spadł na dumne niegdyś miasto. W jednej chwili runęły wieże, zapadły się świątynie, a ulice, po których jeszcze dzień wcześniej przechadzali się kupcy i pielgrzymi, zmieniły się w cmentarzysko kamienia i popiołu. Nieliczni, którym udało się ujść z życiem, opowiadali historie tak przerażające, że wielu uznało je za wytwór obłąkanego umysłu.
Lecz z biegiem czasu strach ustąpił miejsca ciekawości.
Z początku były to jedynie plotki, przekazywane szeptem w portowych tawernach, na targowiskach i w komnatach możnych. Mówiono o dziwnym, zielonym minerale zalegającym w ruinach miasta. O kamieniu, który jednych doprowadzał do szaleństwa, innym zaś miał przynosić niewyobrażalne bogactwo i moc. Jedni nazywali go przekleństwem Chaosu, inni – największym skarbem, jaki kiedykolwiek spadł z niebios.
Z każdym kolejnym rokiem do Mordheim wyruszały nowe grupy śmiałków. Jedni szukali złota, inni wiedzy, jeszcze inni sławy. Większość nigdy nie wróciła. Ci, którym udało się opuścić ruiny, wracali odmienieni – bogatsi, okaleczeni lub naznaczeni czymś, czego nie potrafili wyjaśnić. Ich opowieści różniły się szczegółami, lecz wszystkie kończyły się tym samym ostrzeżeniem.
Mordheim nie jest martwym miastem.
Ono wciąż żyje.
Oddycha ruinami, karmi się chciwością przybyszów i cierpliwie czeka na tych, którzy uwierzą, że to właśnie oni zdołają odebrać mu jego największy sekret.

Odcinek I – Miasto, które nigdy nie umarło
Nie ma w Starym Świecie miejsca, którego nazwa budziłaby większy niepokój niż Mordheim.
Minęły lata od nocy, gdy ognisty ogon komety rozdarł niebo, a zielony kamień spadł na dumne niegdyś miasto. W jednej chwili runęły wieże, zapadły się świątynie, a ulice, po których jeszcze dzień wcześniej przechadzali się kupcy i pielgrzymi, zmieniły się w cmentarzysko kamienia i popiołu. Nieliczni, którym udało się ujść z życiem, opowiadali historie tak przerażające, że wielu uznało je za wytwór obłąkanego umysłu.
Lecz z biegiem czasu strach ustąpił miejsca ciekawości.
Z początku były to jedynie plotki, przekazywane szeptem w portowych tawernach, na targowiskach i w komnatach możnych. Mówiono o dziwnym, zielonym minerale zalegającym w ruinach miasta. O kamieniu, który jednych doprowadzał do szaleństwa, innym zaś miał przynosić niewyobrażalne bogactwo i moc. Jedni nazywali go przekleństwem Chaosu, inni – największym skarbem, jaki kiedykolwiek spadł z niebios.
Z każdym kolejnym rokiem do Mordheim wyruszały nowe grupy śmiałków. Jedni szukali złota, inni wiedzy, jeszcze inni sławy. Większość nigdy nie wróciła. Ci, którym udało się opuścić ruiny, wracali odmienieni – bogatsi, okaleczeni lub naznaczeni czymś, czego nie potrafili wyjaśnić. Ich opowieści różniły się szczegółami, lecz wszystkie kończyły się tym samym ostrzeżeniem.
Mordheim nie jest martwym miastem.
Ono wciąż żyje.
Oddycha ruinami, karmi się chciwością przybyszów i cierpliwie czeka na tych, którzy uwierzą, że to właśnie oni zdołają odebrać mu jego największy sekret.
Cytat z Roedor data 2026-07-17, 06:09Odcinek II – Wezwanie Patronów
Wieści o Wyrdstone rozchodziły się powoli, lecz nieubłaganie. Każda karawana wracająca z okolic Mordheim przywoziła nowe opowieści – jedne pełne grozy, inne niewiarygodnych bogactw. Z czasem przestały być jedynie plotkami zasłyszanymi w zadymionych karczmach. Stały się informacją, której nie sposób było dłużej ignorować.
Nie wszyscy jednak patrzyli na Wyrdstone w ten sam sposób.
Dla jednych był źródłem niewyobrażalnego bogactwa. Dla innych narzędziem, które mogło odmienić los wojny lub umocnić władzę nad poddanymi. Uczeni pragnęli zgłębić jego tajemnice, kapłani chcieli zabezpieczyć lub zniszczyć to, co uznawali za przeklęte, a magowie gotowi byli zapłacić każdą cenę za możliwość prowadzenia własnych badań. Byli też tacy, którzy widzieli w ruinach jedynie okazję do zdobycia sławy, odnalezienia zaginionych relikwii lub spełnienia dawnych przysiąg.
Choć cele Patronów były różne, wszyscy doszli do tego samego wniosku.
Nikt nie zdobędzie Mordheim w pojedynkę.
Rozpoczęto więc organizowanie ekspedycji. Doświadczonych najemników kuszono złotem, rycerzom składano przysięgi chwały, awanturnikom obiecywano udział w przyszłych zyskach, a wiernych sług wzywano do wypełnienia obowiązku wobec swojego pana. Każdy Patron starannie dobierał ludzi, którzy mieli największą szansę wrócić z przeklętego miasta.
Tak narodziły się pierwsze wyprawy.
Nie po to, by podbić Mordheim.
Lecz by wynieść z jego ruin to, czego pragnął ich Patron – bez względu na cenę, jaką przyjdzie za to zapłacić.
Odcinek II – Wezwanie Patronów
Wieści o Wyrdstone rozchodziły się powoli, lecz nieubłaganie. Każda karawana wracająca z okolic Mordheim przywoziła nowe opowieści – jedne pełne grozy, inne niewiarygodnych bogactw. Z czasem przestały być jedynie plotkami zasłyszanymi w zadymionych karczmach. Stały się informacją, której nie sposób było dłużej ignorować.
Nie wszyscy jednak patrzyli na Wyrdstone w ten sam sposób.
Dla jednych był źródłem niewyobrażalnego bogactwa. Dla innych narzędziem, które mogło odmienić los wojny lub umocnić władzę nad poddanymi. Uczeni pragnęli zgłębić jego tajemnice, kapłani chcieli zabezpieczyć lub zniszczyć to, co uznawali za przeklęte, a magowie gotowi byli zapłacić każdą cenę za możliwość prowadzenia własnych badań. Byli też tacy, którzy widzieli w ruinach jedynie okazję do zdobycia sławy, odnalezienia zaginionych relikwii lub spełnienia dawnych przysiąg.
Choć cele Patronów były różne, wszyscy doszli do tego samego wniosku.
Nikt nie zdobędzie Mordheim w pojedynkę.
Rozpoczęto więc organizowanie ekspedycji. Doświadczonych najemników kuszono złotem, rycerzom składano przysięgi chwały, awanturnikom obiecywano udział w przyszłych zyskach, a wiernych sług wzywano do wypełnienia obowiązku wobec swojego pana. Każdy Patron starannie dobierał ludzi, którzy mieli największą szansę wrócić z przeklętego miasta.
Tak narodziły się pierwsze wyprawy.
Nie po to, by podbić Mordheim.
Lecz by wynieść z jego ruin to, czego pragnął ich Patron – bez względu na cenę, jaką przyjdzie za to zapłacić.
Cytat z Roedor data 2026-07-21, 23:38Odcinek III – Narodziny Ekspedycji
W całym Starym Świecie rozpoczęły się gorączkowe przygotowania.
Na zamkowych dziedzińcach ostrzono miecze i naprawiano zbroje. W portowych miastach kupcy kompletowali wozy z zapasami, podczas gdy w odległych twierdzach heroldowie odczytywali wezwania swoich panów. W świątyniach kapłani błogosławili tych, którzy mieli wyruszyć ku przeklętemu miastu, a w mrocznych zaułkach po cichu zawierano umowy, o których lepiej było nigdy nie wspominać.
Nie istniała jedna droga prowadząca do Mordheim.
Jedni ruszali z południa, inni z północy. Niektóre wyprawy maszerowały pod dumnymi sztandarami swoich Patronów, inne skrywały swoje barwy, woląc pozostać anonimowe aż do chwili osiągnięcia celu. Rycerze, najemnicy, łowcy nagród, fanatycy, złodzieje, uczeni i awanturnicy – ludzi o tak odmiennych losach i przekonaniach łączyło jedno.
Każdy wierzył, że to właśnie jego ekspedycja powróci z ruin zwycięsko.
Niewielu jednak rozumiało, że największym przeciwnikiem nie będą inne drużyny.
Mordheim nie było bierną zdobyczą czekającą na odkrywców. W jego ulicach od lat panowała śmierć, szaleństwo i spaczenie. Każdy krok pomiędzy ruinami mógł być ostatnim, a każdy odnaleziony odłamek Wyrdstone miał swoją cenę.
Mimo to kolejne ekspedycje wyruszały jedna po drugiej.
Nie prowadziła ich odwaga.
Nie prowadziła ich chciwość.
Prowadziło ich przekonanie, że cel wyznaczony przez ich Patrona jest wart każdego poświęcenia.
A już wkrótce ich sztandary po raz pierwszy powiewać będą nad ulicami Miasta Potępionych.
Odcinek III – Narodziny Ekspedycji
W całym Starym Świecie rozpoczęły się gorączkowe przygotowania.
Na zamkowych dziedzińcach ostrzono miecze i naprawiano zbroje. W portowych miastach kupcy kompletowali wozy z zapasami, podczas gdy w odległych twierdzach heroldowie odczytywali wezwania swoich panów. W świątyniach kapłani błogosławili tych, którzy mieli wyruszyć ku przeklętemu miastu, a w mrocznych zaułkach po cichu zawierano umowy, o których lepiej było nigdy nie wspominać.
Nie istniała jedna droga prowadząca do Mordheim.
Jedni ruszali z południa, inni z północy. Niektóre wyprawy maszerowały pod dumnymi sztandarami swoich Patronów, inne skrywały swoje barwy, woląc pozostać anonimowe aż do chwili osiągnięcia celu. Rycerze, najemnicy, łowcy nagród, fanatycy, złodzieje, uczeni i awanturnicy – ludzi o tak odmiennych losach i przekonaniach łączyło jedno.
Każdy wierzył, że to właśnie jego ekspedycja powróci z ruin zwycięsko.
Niewielu jednak rozumiało, że największym przeciwnikiem nie będą inne drużyny.
Mordheim nie było bierną zdobyczą czekającą na odkrywców. W jego ulicach od lat panowała śmierć, szaleństwo i spaczenie. Każdy krok pomiędzy ruinami mógł być ostatnim, a każdy odnaleziony odłamek Wyrdstone miał swoją cenę.
Mimo to kolejne ekspedycje wyruszały jedna po drugiej.
Nie prowadziła ich odwaga.
Nie prowadziła ich chciwość.
Prowadziło ich przekonanie, że cel wyznaczony przez ich Patrona jest wart każdego poświęcenia.
A już wkrótce ich sztandary po raz pierwszy powiewać będą nad ulicami Miasta Potępionych.

Cytat z Roedor data 2026-07-22, 21:46Odcinek IV – Rozkaz
Nikt nie pamięta, kto jako pierwszy przekroczył granice Mordheim.
Historia zapamiętała jedynie tych, którzy zdołali z niego powrócić.
Tego samego dnia, w zamkach, świątyniach, warowniach i ukrytych kryjówkach rozsianych po całym Starym Świecie, zapadły ostateczne decyzje. Pieczęcie odciśnięto na pergaminach. Sakwy ze złotem trafiły do dowódców wypraw. Wozy załadowano zapasami, a konie osiodłano jeszcze przed świtem.
Patroni wypowiedzieli wiele różnych słów.
Jedni mówili o chwale.
Inni o obowiązku.
Niektórzy obiecywali bogactwo, inni odkupienie, zemstę lub wiedzę, której ludzki umysł nigdy nie powinien poznać.
Lecz wszystkie rozkazy sprowadzały się do jednego.
Wyruszcie do Mordheim.
Odnajdźcie Wyrdstone.
I dostarczcie go.
Od tej chwili los każdej ekspedycji spoczywał wyłącznie w rękach jej członków. Każdy odnaleziony odłamek oznaczał kolejny krok ku uznaniu Patrona, lecz również trudną decyzję. Sprzedać go, by zdobyć środki na dalszą wyprawę? Czy zachować wierność rozkazom i odesłać go temu, który sfinansował ekspedycję?
Niektóre drużyny szybko się wzbogacą.
Inne zdobędą zaufanie swoich Patronów.
Wiele zniknie bez śladu.
Jednak tylko nieliczne zapiszą się w kronikach jako ekspedycje, które sprostały zadaniu i wypełniły powierzoną im misję.
A teraz nadszedł czas poznać tych, którzy odważą się przekroczyć bramy Miasta Potępionych.
Przedstawcie swoje drużyny.
Kim jest Wasz Patron?
Dlaczego właśnie Was wysłał do Mordheim?
Co obiecał swoim ludziom?
I jaką cenę gotów jest zapłacić za Wyrdstone?
Odcinek IV – Rozkaz
Nikt nie pamięta, kto jako pierwszy przekroczył granice Mordheim.
Historia zapamiętała jedynie tych, którzy zdołali z niego powrócić.
Tego samego dnia, w zamkach, świątyniach, warowniach i ukrytych kryjówkach rozsianych po całym Starym Świecie, zapadły ostateczne decyzje. Pieczęcie odciśnięto na pergaminach. Sakwy ze złotem trafiły do dowódców wypraw. Wozy załadowano zapasami, a konie osiodłano jeszcze przed świtem.
Patroni wypowiedzieli wiele różnych słów.
Jedni mówili o chwale.
Inni o obowiązku.
Niektórzy obiecywali bogactwo, inni odkupienie, zemstę lub wiedzę, której ludzki umysł nigdy nie powinien poznać.
Lecz wszystkie rozkazy sprowadzały się do jednego.
Wyruszcie do Mordheim.
Odnajdźcie Wyrdstone.
I dostarczcie go.

Od tej chwili los każdej ekspedycji spoczywał wyłącznie w rękach jej członków. Każdy odnaleziony odłamek oznaczał kolejny krok ku uznaniu Patrona, lecz również trudną decyzję. Sprzedać go, by zdobyć środki na dalszą wyprawę? Czy zachować wierność rozkazom i odesłać go temu, który sfinansował ekspedycję?
Niektóre drużyny szybko się wzbogacą.
Inne zdobędą zaufanie swoich Patronów.
Wiele zniknie bez śladu.
Jednak tylko nieliczne zapiszą się w kronikach jako ekspedycje, które sprostały zadaniu i wypełniły powierzoną im misję.
A teraz nadszedł czas poznać tych, którzy odważą się przekroczyć bramy Miasta Potępionych.
Przedstawcie swoje drużyny.
Kim jest Wasz Patron?
Dlaczego właśnie Was wysłał do Mordheim?
Co obiecał swoim ludziom?
I jaką cenę gotów jest zapłacić za Wyrdstone?
Cytat z Robert data 2026-07-27, 23:25Kąsy Hexoatl
Nie wszyscy Patroni wysyłają swoich sług do Mordheim dla złota, zemsty lub zakazanej wiedzy.
Lord Mazdamundi uczynił to, ponieważ w ruinach miasta dostrzegł zakłócenie Wielkiego Planu.
Pradawny Slann, władca Hexoatl i strażnik sieci geomantycznej, ujrzał strumienie magii splatające się nad Mordheim. Wyrdstone nie tylko gromadził energię Dhar. Coś ukrytego pod ruinami wysysało ją z kamieni i kierowało ku ogromnemu kraterowi.
Mazdamundi nie znał celu tego zjawiska.
A Slannowie nie tolerują rzeczy, których miejsca w Wielkim Planie nie potrafią wyjaśnić.
Dowództwo wyprawy powierzono Kha’maxiemu, kapłanowi skinków i interpretorowi słów Slanna. Jako jeden z nielicznych potrafi dostrzegać wiatry magii i badać zakłócenia sieci geomantycznej. Towarzyszy mu Tlax, wierny sługa, oraz wojownicy i robotnicy wybrani spośród mieszkańców Hexoatl.
Mazdamundi nie obiecał im złota ani bogactw. Dał im możliwość wypełnienia woli bogów i udowodnienia, że ich istnienie służy Wielkiemu Planowi.
Najlepsze odłamki wyrdstone zostaną odesłane do Hexoatl, gdzie kapłani poddadzą je rytuałom i eksperymentom. Pozostałe będzie można wymieniać, aby zdobywać wyposażenie potrzebne do dalszego prowadzenia misji.
Patron nie żąda całego wyrdstone z Mordheim.
Żąda tylko takiej ilości, która pozwoli mu poznać naturę kamienia, odnaleźć źródło zakłócenia i zdecydować, czy miasto należy naprawić, odizolować, czy całkowicie zniszczyć.
A ceną, jaką jest gotów zapłacić, są skarby Hexoatl, życie jego sług i każda istota, która okaże się zbędna wobec Wielkiego Planu.
Tak do Mordheim wyruszają a ich determinacja będzie niczym kęsy węża, kęsy Hexoatl.
Kąsy Hexoatl
Nie wszyscy Patroni wysyłają swoich sług do Mordheim dla złota, zemsty lub zakazanej wiedzy.
Lord Mazdamundi uczynił to, ponieważ w ruinach miasta dostrzegł zakłócenie Wielkiego Planu.
Pradawny Slann, władca Hexoatl i strażnik sieci geomantycznej, ujrzał strumienie magii splatające się nad Mordheim. Wyrdstone nie tylko gromadził energię Dhar. Coś ukrytego pod ruinami wysysało ją z kamieni i kierowało ku ogromnemu kraterowi.
Mazdamundi nie znał celu tego zjawiska.
A Slannowie nie tolerują rzeczy, których miejsca w Wielkim Planie nie potrafią wyjaśnić.
Dowództwo wyprawy powierzono Kha’maxiemu, kapłanowi skinków i interpretorowi słów Slanna. Jako jeden z nielicznych potrafi dostrzegać wiatry magii i badać zakłócenia sieci geomantycznej. Towarzyszy mu Tlax, wierny sługa, oraz wojownicy i robotnicy wybrani spośród mieszkańców Hexoatl.
Mazdamundi nie obiecał im złota ani bogactw. Dał im możliwość wypełnienia woli bogów i udowodnienia, że ich istnienie służy Wielkiemu Planowi.
Najlepsze odłamki wyrdstone zostaną odesłane do Hexoatl, gdzie kapłani poddadzą je rytuałom i eksperymentom. Pozostałe będzie można wymieniać, aby zdobywać wyposażenie potrzebne do dalszego prowadzenia misji.
Patron nie żąda całego wyrdstone z Mordheim.
Żąda tylko takiej ilości, która pozwoli mu poznać naturę kamienia, odnaleźć źródło zakłócenia i zdecydować, czy miasto należy naprawić, odizolować, czy całkowicie zniszczyć.
A ceną, jaką jest gotów zapłacić, są skarby Hexoatl, życie jego sług i każda istota, która okaże się zbędna wobec Wielkiego Planu.
Tak do Mordheim wyruszają a ich determinacja będzie niczym kęsy węża, kęsy Hexoatl.
Cytat z Roedor data 2026-07-28, 20:43Straż Zapomnianej Kaplicy
Nie wszyscy Patroni wysyłają ludzi do Mordheim dla złota, zemsty lub zakazanej wiedzy.
Lord Geoffroi de Montfort uczynił to z powodu przysięgi złożonej przez jego przodków.
Pod starą kaplicą poświęconą Pani z Jeziora znajduje się zapomniane sanktuarium. Chroniące je pieczęcie zaczęły słabnąć, a Dame Marie i Michel de Montclair odkryli, że odpowiednio przygotowany wyrdstone może przywrócić im moc.
Dowództwo wyprawy powierzono Richardowi de la Cabillaud, Questing Knightowi, dla którego może to być ostatnia wielka próba na drodze ku Graalowi. Towarzyszą mu Pierre, Victor i Robert, czterej giermkowie oraz Suzanne de la Betterave, odpowiedzialna za wybór bezpiecznych odłamków wyrdstone. Na granicy Imperium dołącza do nich Will, niziołczy zwiadowca znający drogi prowadzące ku Mordheim.
Lord Geoffroi wyposażył rycerzy w doskonałe pancerze i gładkie czerwone tarcze. Nie obiecał im bogactwa. Dał im szansę zdobycia honoru i wypełnienia obowiązku.
Najlepsze odłamki wyrdstone zostaną odesłane do kaplicy. Pozostałe będzie można sprzedać, aby utrzymać wyprawę przy życiu.
Patron nie żąda całego wyrdstone z Mordheim.
Żąda tylko tego, który może ocalić pieczęcie.
A ceną, jaką jest gotów zapłacić, są złoto, honor rodu i życie własnego syna.
Tak do Mordheim wyrusza Straż Zapomnianej Kaplicy.
Straż Zapomnianej Kaplicy
Nie wszyscy Patroni wysyłają ludzi do Mordheim dla złota, zemsty lub zakazanej wiedzy.
Lord Geoffroi de Montfort uczynił to z powodu przysięgi złożonej przez jego przodków.
Pod starą kaplicą poświęconą Pani z Jeziora znajduje się zapomniane sanktuarium. Chroniące je pieczęcie zaczęły słabnąć, a Dame Marie i Michel de Montclair odkryli, że odpowiednio przygotowany wyrdstone może przywrócić im moc.
Dowództwo wyprawy powierzono Richardowi de la Cabillaud, Questing Knightowi, dla którego może to być ostatnia wielka próba na drodze ku Graalowi. Towarzyszą mu Pierre, Victor i Robert, czterej giermkowie oraz Suzanne de la Betterave, odpowiedzialna za wybór bezpiecznych odłamków wyrdstone. Na granicy Imperium dołącza do nich Will, niziołczy zwiadowca znający drogi prowadzące ku Mordheim.
Lord Geoffroi wyposażył rycerzy w doskonałe pancerze i gładkie czerwone tarcze. Nie obiecał im bogactwa. Dał im szansę zdobycia honoru i wypełnienia obowiązku.
Najlepsze odłamki wyrdstone zostaną odesłane do kaplicy. Pozostałe będzie można sprzedać, aby utrzymać wyprawę przy życiu.
Patron nie żąda całego wyrdstone z Mordheim.
Żąda tylko tego, który może ocalić pieczęcie.
A ceną, jaką jest gotów zapłacić, są złoto, honor rodu i życie własnego syna.
Tak do Mordheim wyrusza Straż Zapomnianej Kaplicy.

Cytat z Bartek data 2026-09-15, 21:32Straż Mrocznego Kamienia (Grom-Uzkul)
Bębny w dłoniach przodków przestały brzmieć, ustępując miejsca głuszy, jaka zalegała nad ruinami Miasta Przeklętych. Mordheim nie przypominało niczego, co znali z rodzinnych hal twierdzy Karak Kadrin. Tam, gdzie dawniej stały dumne ludzkie pałace, teraz szczerzyły się zwęglone ruiny, a powietrze śmierdziało siarką, zgnilizną i słodkawym odorem Spaczenia.
Na czele kompanii Grom Uzkul szedł Thordrik Żelaznoręki. Jego broda, opleciona misternie wybitymi ze srebra skryptami, sięgała pasa, a ciężki młot kowalski ciążył mu u boku niczym kotwica woli. Obok niego nerwowo poprawiał skórzany fartuch jego siostrzeniec i uczeń, młody Brokk. Chłopak trzymał na piersi mosiężny kompas nasycony runami wykrywania kruszców – wskaźnik drżał bezustannie, szalejąc od demonicznej energii zatruwającej to miejsce.
– Przymknij oczy, chłopcze, a słuchaj run – fuknął Thordrik, nie oglądając się za siebie. – Spaczenie to nie złoto. Ono nie lśni blaskiem przodków, ono krzyczy.
Zadanie, które powierzył im sam Lord Barund z Królewskiej Rady, było proste w słowach i niemal samobójcze w wykonaniu: wyrwać z Miasta Przeklętych tyle wyrdstone’u, ile zdołają udźwignąć, a potem odsyłać łup zaufanymi posłańcami do granicznych stanic. Złoto zatruwało umysły ludzi, ale dla krasnoludzkich kowali run kamień spływający z nieba był źródłem potężnej energii, którą należało wyrwać z rąk Chaosu.
Za Runesmithem kroczyli najstarszymi ścieżkami rasy dwaj wujowie Thordrika – Kazador Brodaty oraz Bardin Stalowy Krok. Ich brody dawno już poszarzały, a zbroje z gromrilu nosiły ślady setek bitew. Obaj Długobrodzi bezustannie mruczeli pod nosem narzekania na ludzką głupotę, która sprowadziła kosmiczną skałę na to nędzne miasto
Na flance szli wojownicy klanowi, podczas gdy dwaj kusznicy wypatrywali zagrożeń na zrujnowanych dachach. Pochód zamykała dwójka, o której wolano nie mówić głośno – Hargrim Krwawy Topór oraz Darkon Skagson. Dwaj Zabójcy Trolli, skazani na szukanie chwalebnej śmierci wrogowie klanu i zarazem jego najstraszniejsza broń. Ich wysokie, rudy czuby włosów pomalowane tłuszczem i jaskrawe tatuaże odcinały się od szarości Mordheim niczym otwarte rany.
Do drużyny po drodze dołączył osobliwy duet najemników: człek, zwiadowca z Ostlandu imieniem Erik oraz niziołek Milo, zwany Szybką Piętą. Kradli dla krasnoludów spojrzenia zza węgła, dostarczając wiedzy o drogach, na których ciężka krasnoludzka stal narobiłaby za dużo hałasu.
Straż Mrocznego Kamienia (Grom-Uzkul)
Bębny w dłoniach przodków przestały brzmieć, ustępując miejsca głuszy, jaka zalegała nad ruinami Miasta Przeklętych. Mordheim nie przypominało niczego, co znali z rodzinnych hal twierdzy Karak Kadrin. Tam, gdzie dawniej stały dumne ludzkie pałace, teraz szczerzyły się zwęglone ruiny, a powietrze śmierdziało siarką, zgnilizną i słodkawym odorem Spaczenia.
Na czele kompanii Grom Uzkul szedł Thordrik Żelaznoręki. Jego broda, opleciona misternie wybitymi ze srebra skryptami, sięgała pasa, a ciężki młot kowalski ciążył mu u boku niczym kotwica woli. Obok niego nerwowo poprawiał skórzany fartuch jego siostrzeniec i uczeń, młody Brokk. Chłopak trzymał na piersi mosiężny kompas nasycony runami wykrywania kruszców – wskaźnik drżał bezustannie, szalejąc od demonicznej energii zatruwającej to miejsce.
– Przymknij oczy, chłopcze, a słuchaj run – fuknął Thordrik, nie oglądając się za siebie. – Spaczenie to nie złoto. Ono nie lśni blaskiem przodków, ono krzyczy.
Zadanie, które powierzył im sam Lord Barund z Królewskiej Rady, było proste w słowach i niemal samobójcze w wykonaniu: wyrwać z Miasta Przeklętych tyle wyrdstone’u, ile zdołają udźwignąć, a potem odsyłać łup zaufanymi posłańcami do granicznych stanic. Złoto zatruwało umysły ludzi, ale dla krasnoludzkich kowali run kamień spływający z nieba był źródłem potężnej energii, którą należało wyrwać z rąk Chaosu.
Za Runesmithem kroczyli najstarszymi ścieżkami rasy dwaj wujowie Thordrika – Kazador Brodaty oraz Bardin Stalowy Krok. Ich brody dawno już poszarzały, a zbroje z gromrilu nosiły ślady setek bitew. Obaj Długobrodzi bezustannie mruczeli pod nosem narzekania na ludzką głupotę, która sprowadziła kosmiczną skałę na to nędzne miasto
Na flance szli wojownicy klanowi, podczas gdy dwaj kusznicy wypatrywali zagrożeń na zrujnowanych dachach. Pochód zamykała dwójka, o której wolano nie mówić głośno – Hargrim Krwawy Topór oraz Darkon Skagson. Dwaj Zabójcy Trolli, skazani na szukanie chwalebnej śmierci wrogowie klanu i zarazem jego najstraszniejsza broń. Ich wysokie, rudy czuby włosów pomalowane tłuszczem i jaskrawe tatuaże odcinały się od szarości Mordheim niczym otwarte rany.
Do drużyny po drodze dołączył osobliwy duet najemników: człek, zwiadowca z Ostlandu imieniem Erik oraz niziołek Milo, zwany Szybką Piętą. Kradli dla krasnoludów spojrzenia zza węgła, dostarczając wiedzy o drogach, na których ciężka krasnoludzka stal narobiłaby za dużo hałasu.
Dodane pliki:
